RPA, Botswana, Zimbawe, Zambia oraz Tanzania to  państwa,  których urodę sławią wspaniałe krajobrazy oraz parki przyrody z niezwykłymi okazami flory i fauny. Te właśnie miejsca odwiedziliśmy w mroźne, lutowe popołudnie za sprawą dr. Marka Maciantowicza, który Czarny Ląd odwiedził już kilka razy.

Swoje opowieści o Afryce rozpoczął od pobytu w Parku Krugera, którego powierzchnia większa jest od naszego województwa.  Mieszkają w nim zwierzęta i ptaki z jednej strony koegzystujące ze sobą, z drugiej żyjące w specyficznym krajobrazie strachu i poczuciu zagrożenia. Jak wspomniał podróżnik, tę szczególną atmosferę wyczuwa się tylko wśród stworzeń żyjących  na wolności.

Slajdy  z wyprawy do Parku Narodowego Choba, leżącego w północnej części Bostwany, stały się okazją do refleksji o zachowaniach społecznych słoni. Zaliczanych, obok lwów, lampartów oraz nosorożców i bawołów afrykańskich, do tzw. Wielkiej Piątki Afryki (Big Five), czyli najbardziej niebezpiecznych zwierząt na kontynencie.  Jak się  później okazało, właśnie za sprawą słonia naszemu globtroterowi przyszło się zmierzyć z jednym z  największych odczuć strachu, podczas wyprawy.

Kolejnym etpem podróży była największa na świecie śródlądowa delta Okawando. Miejsce pełne ptactwa i zwierząt kochających wodę. Co ciekawe M. Maciantowiczowi udało się odkryć w tamtym rejonie nowy gatunek dla świata – niewielkie roztocze, do tej pory nie zostało opisane w leksykonach.  Wśród licznych zdjęć obrazujących piękno krajobrazu nie zabrakło też fotki odwołującej się do historii.To właśnie w okolicach jeziora Tanganika doszło do słynnego spotkania, podczas którego Henry Stanley w 1871 roku powitał zaginionego Davida Livingstona owym słynnym zapytaniem Dr Livingstone, I presume?

Podczas swoich wypraw po Afryce dr Maciantowicz dotarł  też do jednego z siedmiu naturalnych cudów świata – wodospadów na rzece Zambezi. W tym miejscu doświadczył „przeżyć ekstremalnych, podczas raftingu w kanionie rzeki.  Równie wielkim wyzwaniem było wejście na Kilimandżaro. Zanim jednak prelegent wprowadził nas na szczyt tego niemal sześciotysięcznika, opisywał kolejne etapy wspinaczki i piękno otaczającej go przyrody. Zaczynające się na poziomie wilgotnej, mokrej dżungli, przechodzące – wraz z kolejnymi tysiącami metrów nad poziomem morza – w lasy porośnięte ogromnymi wrzoścami, przemieniającymi się później w niknące zarośla , aż do kamiennego pustkowia pokrytego śniegiem.

Westchnienia niedowierzania, zdziwienia, a  czasem  grozy towarzyszyły podczas niemal każdego wątku opowieści . Czy była to  relacja z Ngorongoro – kaldery nazywanej rajem na ziemi – gdzie występuje ogromne bogactwo flory i fauny  w stanie czystym, czy z Serengeti – jednego z największych obszarów chronionych na świecie.

Przedmiotem zainteresowania naszego gościa byli też mieszkańcy Afryki. Podkreślał ich zupełnie inne poczucie czasu, obyczaje, barwne stroje, zabudowania czy, większą od naszej, radość życia wyrażającą się choćby w tonie piosenek.

Spotkanie trwało blisko dwie godziny, a uczestniczący w nim goście, zachwyceni wiedzą Marka Maciantowicza, nagrodzili wykład rzęsistymi brawami. Podróżnik okazał się bowiem nie tylko wspaniałym gawędziarzem, ale również niewyczerpaną kopalnią wiedzy o obyczajach zwierząt i ptaków. Wprawiał w zdumienie identyfikując na zdjęciach każdy niemal okaz rośliny, przy czym niejednokrotnie odwoływał się do polskich odpowiedników danego gatunku.

Dziękujemy.