27 czerwca 2018 r. o godz. 17.00 nastąpi otwarcie wystawy Tomasza Gawałkiewicza przygotowanej z okazji 50-lecia pracy dziennikarskiej zielonogórskiego fotografika. Bohaterem zdjęć jest najstarszy polski festiwal ludzi kina – Lubuskie Lato Filmowe, którego 47 edycja rozpoczyna się już niebawem w Łagowie.

Jaki gatunek do Tomkowego „filmu” nie przyłożyć, jedno z tych zdjęć (czasem pomostowo-plażowych przecież) bije zawsze. Sympatia i zaufanie po obu stronach obiektywu. Porozumienie. Bez względu na to, czy w aparacie światłoczuła błona czy karta pamięci 16 giga. Bo też jest Tomasz Gawałkiewicz, dokumentujący od dziesięcioleci Lubuskie Lato Filmowe, jedną z ikon tego festiwalu.

Zdzisław Haczek, fragm. wstępu do katalogu

Tomasz Gawałkiewicz (ur. 7 sierpnia 1944 w Warszawie). Ukończył technika: Samochodowe i Fototechniczne, następnie został zatrudniony w Państwowych Zakładach Teletransmisyjnych jako fotograf-laborant. W styczniu 1968 roku przyjechał do Zielonej Góry jako korespondent Centralnej Agencji Fotograficznej w Warszawie. Od 1982 roku współpracował z „Gazetą Lubuską”, a w 1992 roku został jej etatowym fotoreporterem. W 2008 roku przeszedł na emeryturę i ponownie rozpoczął współpracę z dziennikami i agencjami fotograficznymi.

Od wielu lat działa w stowarzyszeniach dziennikarskich pełniąc wiele funkcji w ich władzach. Obecnie jest wiceprzewodniczącym Zarządu Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Lubuskich. Był także aktywny m.in. w Lubuskim Towarzystwie Fotograficznym.

Został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, Odznaką Honorową za Zasługi dla Województwa Lubuskiego. Jest laureatem Lubuskiej Nagrody Kulturalnej II stopnia i Nagrody Kulturalnej Miasta Zielona Góra.

Za swoją pracę twórczą zdobył wiele nagród na konkursach krajowych i zagranicznych. Jest autorem kilku wystaw indywidualnych, ale brał też udział w wielu znaczących projektach zbiorowych. Liczne jego prace zostały opublikowane w albumach, książkach, katalogach, folderach i wydawnictwach reklamowych, a ponadto w przewodnikach turystycznych czy w kalendarzach. Jest ich taka ilość, że trudno je wymienić.