Zielona Góra leży na północ od 51 równoleżnika, który dawniej był uważany za północna granicę obszaru uprawy winorośli. Z racji położenia wina zielonogórskie wina miały często wysoką kwasowość. W dobie umiłowania win słodkich, smak trunków z Zielonej Góry stał się przedmiotem licznych drwin i anegdot. Część odpowiedzialności  za ich powstawanie ponosili sami zielonogórzanie, którzy, by zmniejszyć ich opodatkowanie świadomie źle mówili o jakości produkowanych przez siebie trunków.   Szczególną „sławę” zyskały zielonogórskie trunki dzięki twórczości Karla von Holtei’a i Johannesa Trojana. Karl von Holtei w farsie scenicznej pt.: 33 minuty w Zielonej Górze wymienia następujące typy win:

WINO CZTERECH MĘŻCZYZN

Wino, którego żaden mężczyzna nie jest w stanie samodzielnie wypić, trzech mężczyzn musi go trzymać, a czwarty siłą wlewa je mu do gardła.

WINO OBROTOWE LUB WARTOWNICZE

Do jego spożycia  należy nająć wartownika, by w nocy budził biesiadnika co pół godziny, aby obrócił się na drugi bok, bo zbyt długie pozostawanie w jednej pozycji grozi wypaleniem dziur w żołądku.

WINO POŃCZOSZANE

Może, gdy jest regularnie spożywane,spowodować samoczynną repasacje pończoch.

WINO SZKOLNE

Trunek pokazywany dzieciom ociągającym się z wyjściem z domu do szkoły. Wystarczy im pokazać ten napój i już ich nie ma w domu.

Johannes Trojan w satyrycznym wierszu Die achtundachtziger Weine  opisał w następujących słowach „zalety” zielonogórskich win z niesławnego rocznika 1888:

Aber der Grünberger
ist noch sehr viel ärger.
Laß ihn nicht deine Wahl sein!
Gegen ihn ist der Saalwein
noch viel süßer als Zucker
Er ist ein Wein für Mucker,
für die schlechtesten Dichter
und dergleichen Gelichter.
Er macht lang die Gesichter,
blaß die Wangen; wie Rasen
so grün färbt er die Nasen.
Wer ihn trinkt, den durchschauert es,
wer ihn trank, der bedauert es.
Er hat etwas so Verauertes,
daß er sich nicht läßt mildern
und schwer ist zu schildern
in Worten und Bildern.

Ale Grünberger
jest o wiele straszniejszy
Nie pozwól mu być twoim wyborem!
Wobec niego wino znad Soławy
jest słodsze od cukru.
To wino dla ponuraków,
i dla najgorszych poetów
i podobnych mętów.
To wino wydłuża twarze
Policzki stają się jak trawa
tak zieleni nosy.
Kto je pije ten jest przezroczysty
kto je wypił, ten żałuje.
Ma w sobie coś takiego
Czego nie da się złagodzić
i ciężko to wyrazić
słowami i obrazami

(Fot.  1 –  „ Wina mozelskie, reńskie i ... sulechowskie składają gratulacje winu zielonogórskiemu, z okazji jubileuszu 750 – lecia zielonogórskich winnic, ilustracja z berlińskiego czasopisma satyrycznego „Kladderadatsch“ 1900 r.“)

Co ciekawe autor szeroko rozpisuje się także o winach z okolic Sulechowa i Babimostu, które miały być jeszcze kwaśniejsze od zielonogórskich.

Zielonogórzanie z czasem nauczyli się wykorzystywać zła sławę produkowanych w mieście i okolicach win. Szybko bowiem okazało się, że wielu turystów przyjeżdżając do miasta chce spróbować, czy rzeczywiście wina zielonogórskie są tak kwaśne, jak je opisują. Często okazywało się, że nie. Zresztą swoją opinię o zielonogórskich winach zmienił sam Karl von Holtei.

W Zielonej Górze znana była także legenda o narodzinach miejscowego winiarstwa, utrwalona przez nieznanego autora na początku XIX w.

W mieście Zielonej Górze mieszkał pewien rycerz, bohater o prawym sercu, który pewnego razu powiada: Posiadam uśmiechy wszystkich dziewcząt, sławy mam pod dostatkiem. Mam lasy pełne zwierzyny, a cała ta ziemia należy do mnie, lecz ze wszystkich mych dzbanów nie płynie  złocisty napój Bachusa. Smutni mi więc na duszy. Nawet diabłu  zaproponowałbym mą dusze za wino. Szatan usłyszał życzenia . Przystąpił do działania i rzecze: Mój rycerzu, skoro tak bardzo pragniesz mojej pomocy, więc jestem i służę ci. Ledwo to wyrzekł, na potwierdzenie  zawartej umowy, okoliczne wzgórza zazieleniły się młodymi krzewami, pędy rozwijały  się na oczach zdziwionego rycerze, winnice zakwitły, dały obfite owoce, a tłocznie  pracowały na pełnych obrotach, wnet tez wzniesiono puchary. Rycerz dokonywał degustacji. oczy mgła mu zaszły, a w serce wkradł się lęk. Jest to bardzo kwaśne pomyślał, ale to chyba dlatego, że napój jest młody, wartość jego ocenię później. Każdego następnego dnia rycerz coraz bardziej podupadał na zdrowiu – to kwas zawarty w napoju działał tak zabójczo na organizm. Nim upłynęły cztery lata, od pamiętnego dnia, w którym podpisano kontrakt, a diabeł zgłosił się po swoja część. (Za B. Kres, Winiarstwo na Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra-Poznań, 1972, s. 169-170).

W latach 2008-2009 dwadzieścia anegdot, legend, jak i prawdziwych historii związanych z historią zielonogórskiego winiarstwa przedstawił w formie plastycznej Jerzy  Fedro (fot. 2.  „Picie wina na godziny”, technika mieszana, papier, 2009)

W dawnych zielonogórskich kronikach skrupulatnie odnotowywano wszelkie klęski i plagi jakie spotykały zielonogórskie winiarstwo. Kronikarze nie zapominali jednak informować i o lepszych dla lokalnego wina latach. Pewnego roku winnice tak obrodziły, że wytłoczone wino nie mieściło ssie w beczkach. Zielonogórscy wino postanowili więc sprzedawać młode wino w karczmach. Klient kupował wówczas abonament na godzinę lub dwie, podczas których mógł wypić tyle wina ile tylko chciał. Oczywiście, dla niektórych biesiadników skutki takiej nieograniczonej niczym konsumpcji  były opłakane... (fot. 3.  „Uśmiercanie winem”, technika mieszana, papier, 2009)

W trudnych warunkach klimatycznych, wina z Zielonej Góry nie zawsze się udawały. Jedna anegdot mówi o tym, że mieszczanie zielonogórscy chcąc zaoszczędzić na usługach kata, podawali lokalne wino osobom skazanym na śmierć. Skazaniec  miał rzekomo umierać uduszony oparami kwasów. inna wersja mówi o tym, że kwas miał jakoby wypalać dziury w żołądku]