Dawno już zielonogórskie Muzeum nie przeżywało takiego oblężenia. Tym razem przyczyną napływu gości było otwarcie wielkiej, monograficznej wystawy Hilarego Gwizdały. Na ekspozycji pokazanych zostało ponad 100 obrazów, kilkadziesiąt grafik oraz różne przedmioty i dokumenty związane z twórcą. Dopełnieniem wystawy stała się seria portretów fotograficznych artysty wykonanych przez Czesława Łuniewicza, z których ułożona została swoista mozaika witająca zwiedzających.

Specjalnie na wernisaż przybyli spod Warszawy potomkowie artysty – jego syn Jacek i wnuk Paweł.  Pojawili się również przyjaciele, znajomi i wielbiciele jego twórczości, a także miłośnicy naszego miasta.  Hilary Gwizdała,  który w Zielonej Górze zamieszkał dopiero w piątej dekadzie swojego życia, stał się bowiem jednym z najciekawszych piewców urody miasta  i…  jego mieszkańców.

Podczas uroczystego otwarcia wystawy dyrektor Leszek Kania (pomysłodawca ekspozycji) witał szczególnie ciepło panów Gwizdałów, składał również podziękowania osobom prywatnym i instytucjom, którzy odpowiedzieli na apel Muzeum o użyczenie prac na czas wystawy. Każdej z tych osób wręczony został pamiątkowy katalog  przygotowany specjalnie na tę okazję. Na zakończenie części oficjalnej głos oddany został samemu…  artyście. I choć Hilarego Gwizdały nie ma wśród nad od niemal ćwierćwiecza, stało się to możliwe dzięki audycji nagranej niegdyś przez Konrada Stanglewicza dla „Radia Zachód”.

Druga część wernisażu odbywała się już w otoczeniu prac artysty, gdzie w pięciu salach, które ledwie pomieściły zgromadzone prace, można było już bezpośrednio obcować z jego twórczością.