Wernisaż za nami. Prawdziwym fanom Tytusa i spółki ani deszcz, ani wiatr, ani zmienność wczorajszej aury nie przeszkodziły w dotarciu do Muzeum. Przybyli rodzice z dziećmi, dziadkowie z wnukami. Prawdziwie zakochani w kresce i dowcipie Henryka Chmielewskiego stawili się solo i w grupach. Niektórzy w podkoszulkach z Tytusem, inni z księgami, jak z relikwiami, w dłoniach. Rozmawiali ze sobą cytatami z zeszytów, zaśmiewając się i wspominając pierwsze zetknięcie z dwoma harcerzami i uczłowieczonym szympansem. Wszyscy żałowali, że nie było wśród nas Papcia Chmiela, ale podpisane przez Niego książeczki były dla szczęśliwców, którzy je wylosowali, ogromną radością   (więcej o samej wystawie)

Podczas wernisażu w powodzi wielu wielu podziękowań pominięta została informacja o osobie, która użyczyła nam książki autorstwa H. Chmielewskigo stanowiące piękne dopełnienie ekspozycji. Jest nią Pan Tomasz Kowalski, któremu serdecznie dziękujemy.
Pierwsze zdjęcia z wczorajszego spotkania.